piątek, 11 grudnia 2015

Rozdział 4

-Dziewczyno ty się jeszcze pytasz?! Nie myślisz chyba, że bym cie wypuścił w takim stanie?!-podniosłem delikatnie głos, lecz nie na tyle by ją wystraszyć.-Choć pokaże ci gdzie jest łazienka, a później porozmawiamy.-powiedziałem, a Ania podniosła się i poszła za mną, ocierając łzy. Chwilę później staliśmy już przy pomieszczeniu. -Tu masz łazienkę, a ja za chwilę przyniosę Ci jakieś ubrania.-powiedziałem i opuściłem dziewczynę , kierując się do jednego z pokoi. Wyjąłem z szafy pierwsze z wierzchu spodenki i bluzkę i wróciłem do Ani. Podałem jej ubrania i wyszedłem. Wróciłem do salonu i usiadłem na kanapie wyciągając telefon i pisząc do mojego najlepszego przyjaciela-Filipa.

 ***Perspektywa Ani***
Weszłam pod prysznic, trochę skrępowana. Nie czułam się dobrze, będąc u kogoś w domu, ale w moim domu też jakoś dobrze się nie czułam. Zawsze miałam wrażenie, że nigdy nie znajdę jakiegoś swojego miejsca. Cóż. Cicho pisnęłam, gdy poczułam zimne krople wody na ciele. Zmieniłam szybko temperaturę na wyższą. Nadal byłam roztrzęsiona tym co stało się niecałe pół godziny temu. Sama jestem ciekawa czemu przyszłam do Janka. Przez tyle lat, gdy w domu działy się "jakieś" sytuacje chodziłam po mieście. Ewentualnie czasem chodziła do lasku za miastem. Ale rzadko. Janek był jedyną osobą, do której mogłam pójść. Szczególnie, że przez ostatnie dni, od naszego "spotkania" ciągle o nim myślałam. Zanim się obejrzałam, byłam już gotowa do wyjścia. Zeszłam po schodach i widząc chłopaka w jednym z pokoi weszłam do niego.
-O! Już jesteś. Słuchaj, bo mój przyjaciel dziś przychodzi i...
-To ja pójdę. Nie martw się.-powiedziałam szybko, nie dając mu skończyć. Chłopak zmarszczył brwi.
-Ania...- Zrobił krok w moją stronę, a ja z przyzwyczajenia cofnęłam się krok do tyłu. Patrzył na mnie jakby zobaczył ducha. Przełknęłam głośno ślinę. Wyciągnął do mnie rękę, którą nie pewnie chwyciłam. Pociągnął mnie delikatnie na kanapę. Usiadł na niej, usadzając mnie na swoich kolanach. Popatrzyłam mu w oczy, widząc w nich coś dziwnego. Smutek i... nie wiem. Ale poznaje te oczka.- Nie wiem co się z tobą dzieje, ale obawiam się, że nic nie pamiętasz.-powiedział cicho, na co delikatnie zadrżałam. Mocniej przycisnął mnie do siebie.- Jak się nazywasz?-zapytał.
-Ania Rose.-odpowiedziałam, delikatnie się wahając. Delikatnie się uśmiechną.
-Tak myślałem.-powiedział. Nie powiem, że trochę się przestraszyłam.- Jan Dąbrowski.-powiedział z chytrym uśmieszkiem na twarzy. Patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami. Nie mogłam uwierzyć, że go nie poznałam. Po moim policzku spłynęła jedna łza. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie, a ona przytulił mnie najmocniej jak potrafił.Wtuliłam się w jego umięśnione ramię, a on wciąż patrzył na mnie ze szczęściem, jak i ze smutkiem w oczach. -A teraz powiedz co dokładnie się stało przez te lata, odkąd się rozstaliśmy.-powiedział, a przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić.
-Odkąd się wyprowadziłam ojciec zaczął się dziwnie zachowywać. Bił mnie bez powodu. Zupełnie przeciwnie jak z moją siostrą. Ją rozpieszcza. A matka... ona nie zwraca na to uwagi i twierdzi, że to moja wina. Kilka dni temu jak mnie do siebie zabrałeś, to on mnie pobił. Uciekłam z domu i.... jak od ciebie wyszłam, to dalej chodziłam po mieście, do dzisiaj...-szeptałam. Przez napływające ze zdwojoną siłą wspomnienia, z moich oczu ponownie zaczęły płynąć łzy.-A jak weszłam do domu to przyparł mnie do ściany i... Mówił, że też tego chce, ale uciekłam.-Ryczałam jak głupia, mocząc łzami jego koszulkę. 
-Csiiiiii, już spokojnie.-szepnął.
-Jak mam być spokojne, skoro za kilka dni znów tam wrócę i to zrobi!-krzyknęłam.-Ja...przeppraszam.- powiedziałam drżącym głosem. Chłopak był trochę zmieszany. Ja w sumie też. Choć znałam go od dzieciństwa nie wiedziałam jak mam się przy nim zachowywać. Mógł się zmienić i byś teraz jak ojciec...,ale po co zabierałby mnie do siebie kilka dni temu. -Obiecuję, że już tam nie wrócisz. A i tak przełożę spotkanie z Filipem na jutro. Poznasz go.-Spuściłam głowę, na co chłopak chwycił za moją brodę kierując ją w swoją stronę. Nic nie robiłam, poddając się ruchom Janka. Gdy nasze wargi miały się złączyć, usłyszałam głośny dzwonek telefonu, na dźwięk którego odskoczyłam od niego...
______________________________________________________________
Witam i od razu przepraszam za późną godzinę. Postaram się jak najszybciej dodać następny rozdział, ale najpóźniej pojawi on się w piątek.

2 komentarze:

  1. Mycho, kończyć w takim momencie?! Super jest ^^
    anotherstory-jas.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Super <3 Czekam na kolejny rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń